wtorek, 23 lutego 2016

Coś o filmach

Swing

„Pierwszy kinowy film twórców Kabaretu LIMO to szalona komedia pomyłek. Marek – fan internetowych forów – postanawia odświeżyć związek z Lucyną za pomocą seksu grupowego. Namówienie swojej dziewczyny i przyjaciela na swing wydaje się być misją niemożliwą i, na szczęście dla widzów, faktycznie nie jest łatwe. Wbrew pozorom "Swing" to opowieść o miłości, przyjaźni oraz tak rzadkiej dzisiaj szczerości. "Swing" Abelarda Gizy różni się od klasycznych produkcji filmowych – znajdziemy tu bowiem elementy teatru, kabaretu i sitcomu.”

Opinie o tym filmie są skrajnie różne; nam się podobał, bo lubimy Limo, Gizę i kabarety generalnie. Wiadomo, że to niskobudżetówka, mimo to uważam że całość wybroniła się Rucińskim i dialogami. No i bardzo dobrą Kamińską, nie można jej pominąć, moim zdaniem gra tu o wiele lepiej niż w jakichś tam TVN-owskich produkcjach.

Sicario

„Młoda agentka FBI bierze udział w operacji zlikwidowania bossa meksykańskiego kartelu narkotykowego. Podczas misji jej moralność zostaje wystawiona na próbę.”

Obejrzeliśmy ten film, bo to podobno jedna z najlepszych ról del Toro. No kurcze, nie wiem. Film słaby, nudny, w sumie zero akcji przez większość czasu, broni się jedynie niezłą muzyką. Del Toro też tu za dużo nie pokazał. Ledwo wytrzymaliśmy do końca. Nigdy więcej takich filmów ;)

Whiplash

„Andrew (Miles Teller) jest utalentowanym młodym perkusistą, uczniem konserwatorium muzycznego na Manhattanie. Chłopak marzy o wielkiej karierze. Aby zrealizować plany, postanawia dołączyć do szkolnej orkiestry jazzowej prowadzonej przez okrutnego nauczyciela Terence'a Fletchera (J.K. Simmons), który często wyładowuje swoje frustracje na uczniach. Pod kierunkiem bezwzględnego Fletchera, Andrew zaczyna dążyć do doskonałości za wszelką cenę - nawet własnego człowieczeństwa.”

Film, po którym mam mega mieszane uczucia, wynikające po części z mojej przeszłości, tzn trzynastu lat tyrania w szkole muzycznej. Z jednej strony – tak, bywa ciężko, są łzy, pot i krew, jest presja, krzyk i przemoc psychiczna a nawet fizyczna ze strony „bożków” – nauczycieli. Z drugiej strony, sorry, ale cały obraz był nieźle podkolorowany. Nie chciałabym spoilerować, ale scena, gdy Andrew spóźnia się na jeden z konkursów z powodu zagubionych pałeczek, i to co mu się przydarza po drodze – no nie, błagam, śmiech na sali i zażenowanie.
Mimo wszystko, film warto obejrzeć i przemyśleć. Mi siedział w głowie jeszcze długo po obejrzeniu i niestety nie wywołał pozytywnych wspomnień z ostatnich lat mojej nauki gry na fortepianie.

Notorious

„Artysta sceny hip-hopowej, znany również jako Biggie Smalls, jednak jego prawdziwe imię to Christopher Wallace. Był on najbardziej znany na scenie hip-hopowej na Wschodnim Wybrzeżu dopóki nie został śmiertelnie postrzelony w roku 1997 przez mężczyznę strzelającego do niego z auta w Los Angeles. Jego muzyka miała silny wpływ na jego doświadczenia podczas dorastania na Brooklynie gdzie narkotyki i przemoc często dominowały. Film pokazuje wcześniej nie znaną historię jego życia.”

Kolejny fajny film ukazujący trochę historii amerykańskiego rapu. Bardzo dobrze dobrany odtwórca głównej roli. Wiadomo – jak w każdym tego typu filmie – mamy podkolorowany obraz tytułowego bohatera, sprowadzanie go do roli bożka, ale tak w sumie, czy to źle? Dla mnie ok, ciekawa historia, dobrze opowiedziana, ulubiona muzyka w tle – lubię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz