niedziela, 4 stycznia 2015

Coś o książkach

Dziś kilka słów o dwóch książkach. I teraz będzie śmiesznie, bo myślałam że jedna z nich okaże się nudna jak flaki z olejem, a nie mogłam się od niej oderwać; druga - myślałam że przeczytam w jeden wieczór z wypiekami na policzkach, tymczasem jestem nią dosłownie zażenowana ;)

Andrzej Szczeklik, Jerzy Illg - Słuch absolutny

"Profesor Andrzej Szczeklik to lekarz legenda. Humanista o niewiarygodnej erudycji, który podniósł medycynę do rangi sztuki. Leczył najwybitniejszych polskich pisarzy i artystów: Lema, Miłosza, Szymborską, Wajdę, Tischnera, Mrożka. Znany z gry na fortepianie w Piwnicy pod Baranami i brawurowej jazdy na nartach, był jedną z najbarwniejszych postaci Krakowa. Jego błyskotliwe książki o medycynie: "Katharsis", "Kore" i "Nieśmiertelność" stały się bestsellerami nie tylko w Polsce.

"Słuch absolutny" pomaga zrozumieć, skąd biorą się ludzie wyjątkowi, jak wielkiej pracy i pasji wymaga zrealizowanie marzeń. W rozmowie z wydawcą i przyjacielem, Jerzym Illgiem profesor Szczeklik opowiada o swoim dzieciństwie, domu, mistrzach i najważniejszych lekturach, etapach kariery i przygodach na zagranicznych stażach. Snuje opowieść o zaangażowaniu w Solidarność i represjach w stanie wojennym, spotkaniach z Papieżem, wyprawach w ukochane góry. W książce znajdują się niepublikowane wcześniej zdjęcia z prywatnego archiwum rodziny Szczeklików."


"Słuch absolutny" to książka, którą dostałam od M. na Mikołajki. Śmiałam się, że kupił mi ją chyba tylko ze względu na tytuł :) Opis książki - szczerze mówiąc nie zachęcił. Ale pomyślałam, jak zacznę to już przeczytam, a zacznę, bo nie będę Mężowi przykrości robić ;) No i zaczęłam. Już samo słowo wstępu spowodowało zarwaną noc ;)
"Słuch absolutny" to książka niesamowicie pozytywna, motywująca. Przepełniona humorem, ciekawymi anegdotkami. Dla mnie interesująca tym bardziej, bo opowiadająca o ludziach nauki, o procesie doktoryzowania się i habilitacji Szczeklika. Jedyny minus tej książki jaki zauważam to trochę postrzępiona rozmowa. Widać, że w niektórych momentach dialog został przerwany, rozpoczęty od innego momentu. Ale nie mam tego za złe Illgowi, w końcu nie było mu dane skończyć tej jakże inspirującej rozmowy ze Szczeklikiem. Bardzo mocno polecam, na dobry sen, na zmotywowanie do pracy i działania.

Todd Burpo, Lynn Vincent - Niebo istnieje... naprawdę!

"Kiedy Colton Burpo cudem wyzdrowiał po nagłej operacji wycięcia wyrostka robaczkowego, jego rodzina nie posiadała się z radości. Nie spodziewała się jednak, że w ciągu następnych kilku miesięcy usłyszy piękną i wyjątkową historię o podróży małego chłopca do nieba i z powrotem.

Niespełna czteroletni Colton oznajmił rodzicom, że opuścił swoje ciało podczas zabiegu, wiarygodnie opisując, co jego rodzice robili, gdy on leżał na stole operacyjnym. Opowiadał o wizycie w niebie i przekazywał historie ludzi, z którymi spotkał się w zaświatach, a których nigdy wcześniej nie widział. Wspominał nawet o zdarzeniach mających miejsce jeszcze przed jego narodzinami. Zaskoczył swoich rodziców opisami i mało znanymi szczegółami o niebie, dokładnie pasującymi do tego, co podaje Biblia, a przecież nie mógł ich stamtąd znać, bo jeszcze nie umiał czytać.

Z rozbrajającą niewinnością i typową dla dziecka prostolinijnością Colton opowiadał o spotkaniach z członkami rodziny, którzy już dawno odeszli z tego świata. Opisywał Jezusa i anioły, twierdził, że Bóg jest "bardzo, bardzo duży" i naprawdę nas kocha.

Historia ta – opowiedziana przez ojca przywołującego proste słowa własnego syna – ukazuje miejsce, które czeka na nas wszystkich, gdzie, jak mówi Colton, "nikt nie jest stary i nikt nie nosi okularów".

"Niebo istnieje... naprawdę!" na zawsze zmieni sposób, w jaki myślisz o wieczności, pozwalając ci przyjąć perspektywę dziecka i uwierzyć jak ono."

"Niebo istnieje... naprawdę!" to książka, która miałam przeczytać już z pół roku temu. Jest własnością Mamy i wiecznie była w wypożyczeniu. Każdy kto ją przeczytał zachwycał się, no cuda na kiju. Podeszłam do niej z założeniem że i ja spędzę nad nią pół nocy i będę czytać ze łzami w oczach.
No kurczę, nie bardzo :) Książka i cała zawarta w niej historia mnie w ogóle nie ruszyła i nie przekonała. Uważam że to niestety bzdury wyssane z palca amerykańskiego pastora. Nie wiem, może totalnie niewierzącą osobę historia by przekonała. Mnie, jako katoliczkę, której nie trzeba udowadniać o tym że Niebo istnieje (choć ostatnio nie po drodze mi do kościoła z różnych powodów) zupełnie książka nie rusza.
Dodatkowo nie cierpię drobnych błędów w książkach, typu przestawione przecinki lub nieścisłości w tłumaczeniu (w jednym miejscu mowa o 25 latach, za chwilę o tym samym czasie napisane "dekada") - no nienawidzę, nie mogę czytać :D
Także niestety, ta książka dla mnie bardzo na nie.

PS. Przez to wolne rozczytałam się, na zmianę obyczajówki z książkami na uczelnię - lubię to :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz