Dziś kilka słów o "House of Cards", czyli pierwszym serialu, jaki nas wciągnął, a który obejrzeli już przed nami chyba wszyscy :P
Mowa oczywiście o tym z roku 2013 ;)
"Po zwycięskich dla swojej partii wyborach prezydenckich senator Francis Underwood (Kevin Spacey) zostaje pozbawiony obiecanego mu wcześniej stanowiska Sekretarza Stanu. Underwood, wykorzystując manipulacje oraz intrygi, zamierza zemścić się na prezydencie i odebrać mu urząd. Postanawia posłużyć się również dziennikarką Zoe Barnes (Kate Mara)."

"House of Cards" jest dla mnie serialem idealnym. Świetnie dobrani aktorzy, a także tło dla nich w postaci pięknych wnętrz i dobrej muzyki. Ciekawy scenariusz, wciągające historie, ale nie na tyle żeby zarywać noce oglądając odcinek za odcinkiem. Jest to serial, który spokojnie można sobie "dawkować", oglądając odcinek lub dwa co kilka dni lub codziennie. Z jednej strony chce się oglądać go dalej; z drugiej - przeczekać jakiś czas, dawkować sobie tę przyjemność.
Ciekawą rzeczą jest fakt, że główny bohater (i nie tylko) jest tak naprawdę człowiekiem złym do szpiku kości, a mimo to, może trochę podświadomie, kibicujemy mu podczas oglądania, razem z nim cieszymy się z powodzenia jego intryg.
Być może ktoś jeszcze o "House of Cards" nie słyszał i nie zamierza oglądać tego serialu z racji jego głównej (politycznej) tematyki. Mnie też polityka mało obchodzi (bardziej M.), ale dla samych ubrań, wnętrz, ujęć, języka, muzyki - WARTO.
Uwaga: My robiliśmy do "House of Cards" dwa podejścia. Za pierwszym razem zrezygnowaliśmy z oglądania po pierwszym odcinku. Za drugim razem (niedawno, mając już więcej czasu z racji rezygnacji ze studiów) postanowiliśmy dać mu więcej czasu na rozwinięcie się. I całe szczęście, bo już drugi odcinek wciąga tak, że TRZEBA obejrzeć co najmniej cały sezon ;)
W tej chwili jesteśmy na 6 odcinku 2 sezonu; ja już oczywiście musiałam przeczytać opis serialu do końca 3 sezonu :P ale mimo to oglądam go z ciekawością i zniecierpliwieniem ;)
Mowa oczywiście o tym z roku 2013 ;)
"Po zwycięskich dla swojej partii wyborach prezydenckich senator Francis Underwood (Kevin Spacey) zostaje pozbawiony obiecanego mu wcześniej stanowiska Sekretarza Stanu. Underwood, wykorzystując manipulacje oraz intrygi, zamierza zemścić się na prezydencie i odebrać mu urząd. Postanawia posłużyć się również dziennikarką Zoe Barnes (Kate Mara)."

"House of Cards" jest dla mnie serialem idealnym. Świetnie dobrani aktorzy, a także tło dla nich w postaci pięknych wnętrz i dobrej muzyki. Ciekawy scenariusz, wciągające historie, ale nie na tyle żeby zarywać noce oglądając odcinek za odcinkiem. Jest to serial, który spokojnie można sobie "dawkować", oglądając odcinek lub dwa co kilka dni lub codziennie. Z jednej strony chce się oglądać go dalej; z drugiej - przeczekać jakiś czas, dawkować sobie tę przyjemność.
Ciekawą rzeczą jest fakt, że główny bohater (i nie tylko) jest tak naprawdę człowiekiem złym do szpiku kości, a mimo to, może trochę podświadomie, kibicujemy mu podczas oglądania, razem z nim cieszymy się z powodzenia jego intryg.
Być może ktoś jeszcze o "House of Cards" nie słyszał i nie zamierza oglądać tego serialu z racji jego głównej (politycznej) tematyki. Mnie też polityka mało obchodzi (bardziej M.), ale dla samych ubrań, wnętrz, ujęć, języka, muzyki - WARTO.
Uwaga: My robiliśmy do "House of Cards" dwa podejścia. Za pierwszym razem zrezygnowaliśmy z oglądania po pierwszym odcinku. Za drugim razem (niedawno, mając już więcej czasu z racji rezygnacji ze studiów) postanowiliśmy dać mu więcej czasu na rozwinięcie się. I całe szczęście, bo już drugi odcinek wciąga tak, że TRZEBA obejrzeć co najmniej cały sezon ;)
W tej chwili jesteśmy na 6 odcinku 2 sezonu; ja już oczywiście musiałam przeczytać opis serialu do końca 3 sezonu :P ale mimo to oglądam go z ciekawością i zniecierpliwieniem ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz