sobota, 18 lipca 2015

Coś o książkach

Andrew Gottlieb - Pij, graj, używaj
„Czego pragną mężczyźni? Po paskudnym rozwodzie Bob postanawia rzucić się w wir wymarzonego życia... W tym celu snuje się po irlandzkich pubach, szaleje, obstawiając wyścigi konne, niemal nie wychodzi z kasyn Las Vegas, a potem udaje się do Tajlandii, gdzie „masaż erotyczny” szybko przestaje być masażem... Czy o to właśnie chodzi „prawdziwemu facetowi”? „Przez dwanaście miesięcy izolacji, degradacji, deprecjacji, libacji, konfabulacji, masturbacji, konsternacji i dewiacji naprawdę dużo się nauczyłem” – opowiada Tom. Brawurowa, prześmieszna, pikantna i pouczająca podróż w głąb męskiej natury!”

Bardzo głupia książka na jeden wieczór ;-) W zasadzie cały jej opis zawarty jest powyżej. Dla odmóżdżenia można sobie przeczytać.

Stacey Ballis - Smaki życia
„Po latach walki ze zbędnymi kilogramami i znienawidzonej pracy w zawodzie prawniczki, Melanie Hoffman – z pomocą kochającego męża Andrew – postanawia odzyskać kontrolę nad życiem. Dwa lata później, już o połowę lżejsza, otwiera własny biznes: lokal ze smacznym i zdrowym jedzeniem na wynos. Nareszcie wszystko układa się po jej myśli! Do momentu gdy Andrew oznajmia Melanie, że odchodzi… do kobiety dwa razy grubszej niż ona.
Gdy interes przestaje się kręcić, Mel szuka wyjścia z kłopotów finansowych, wynajmując pokój ekscentrycznej Nadii. Poznaje też Nathana, realizatora filmów dokumentalnych, którego zaloty w równym stopniu ją ekscytują, co przerażają. Okazuje się, że utrata wagi to dopiero początek długiej podróży, która całkowicie odmieni jej życie.”

„Smaki życia” to książka z kategorii tych lżejszych kobiecych czytadeł. Ale tutaj, prócz typowej „harlequinowej” historii, mamy też temat nr 2 – wieczną pogoń za byciem chudym ideałem. Głównej bohaterce „chudość” przyniosła nowy interes, pracę i… rozwód. Warto po przeczytaniu tej lekkiej lektury zastanowić się nad swoim życiem – czy naprawdę warto się odchudzać i spinać dla innego celu niż zdrowie? Też wpadłam w tę pogoń za chudym ideałem jakiś czas temu, i wcale nie czułam się fajnie. Mój Mąż też się fajnie nie czuł, kiedy ciągle chodziłam wkurzona, bo nie mogłam jeść tego, na co mam ochotę. Teraz przestałam patrzeć na kilogramy (chociaż mam świadomość, że jest ich za dużo) – odżywiam się zdrowo, regularnie, a jak mam ochotę na ciastko czy kebaba to je jem i nie katuję się potem 3 godziny na siłowni. Uprawiam regularnie sport – w takiej ilości, w jakiej mnie nie nudzi – chodzę na siłownię, spacery, ping ponga. Grunt to znaleźć równowagę. Bohaterka książki też ją w końcu znajduje, a wraz z nią – szczęście.

Na końcu książki dołączone są przepisy z poszczególnych rozdziałów, mam zamiar część z nich wypróbować, ciekawe czy dania wyjdą :)

Polecam tę książkę, moim zdaniem jest dość nietypowa, ale bardzo przyjemnie się ją czyta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz