czwartek, 26 marca 2015

Coś o książkach... i o minimalizmie

Anna Mularczyk-Meyer - Minimalizm po polsku, czyli jak uczynić życie prostszym

"Minimalizm to asceza i obsesja liczenia przedmiotów? Autorka stanowczo rozprawia się z tym stereotypem. Na podstawie osobistych doświadczeń i obserwacji opowiada o przeszkodach, jakie można napotkać w procesie upraszczania życia, oraz o sposobach ich pokonania. Szuka przyczyn obecnego konsumpcyjnego szaleństwa oraz chciwości dóbr i przeżyć.

Twierdzi, że można żyć prościej i wolniej, nie mając poczucia straty i wyrzeczenia, a wręcz przeciwnie, czerpiąc z życia więcej radości. Pokazuje, że minimalizm może być przydatnym narzędziem nawet dla tych osób, którym wydaje się on tylko sezonową modą. Dzięki niemu można uwolnić przestrzeń, nauczyć się oszczędności, uporządkować swoje otoczenie, lepiej gospodarować czasem. I na dodatek świetnie się przy tym bawić!"


Na dzień dobry muszę przyznać, że mam z tą książką niemały problem. Dlaczego? Bo sama nie wiem czy tak naprawdę mi się spodobała, czy nie.
Tytuł znalazłam na jakimś blogu (nie mogę sobie przypomnieć!), wygooglowałam, kliknęłam na allegro za jakieś grosze. Oczekiwałam jasnych i prostych porad, jak odgruzować ten swój dom, jak poukładać sobie te wszystkie "porządkowe" sprawy w głowie. Wiecie, coś w stylu poradnika "Perfekcyjnej Pani Domu", ale z trochę innej perspektywy.
Tymczasem (przyznaję - zgodnie z zapowiedzą wydawcy) otrzymałam garść felietonów autorki na temat porządkowania swojego życia i stopniowego wprowadzania do niego minimalizmu.
I tak, same eseje-rozdziały nie bardzo przypadły mi do gustu. Wiecie, takie głupio-mądre gadanie o porządkowaniu swojego otoczenia. Pitu pitu, w kółko o tym samym, tylko innym słowami (lanie wody opanowane na szóstkę z plusem).
Z drugiej jednak strony, czytałam sobie taki rozdzialik na sen, a następnego dnia rano (akurat byłam na zwolnieniu) brałam wór na śmieci i wyrzucałam rzeczy - jak leci. Odgruzowałam blaty w kuchni, ogarnęłam kilka szaf, częściowo gabinet, wyrzuciłam trochę ciuchów.
No i nie wiem jak to wszystko działa. Książka mi się nie podobała, ale jakoś tak pozytywnie na mnie podziałała; spowodowała to, że wzięłam się do roboty.
Także podsumowując, nie żałuję że ją kupiłam. Przewiduję, że wrócę do niej za jakiś czas.

Fragment książki (jak widać treści niewiele, stron ok. 200, stron - raczej stronek ;)).

Rozdziały-felietony.

Czy polecam? Chyba nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Jak ktoś lubi motywujące książki - to raczej tak. Jak ktoś chce kopa z wytycznymi od myślników, jak uporządkować swoje życie - chyba nie.

PS. Blog Autorki: http://www.prostyblog.com/ - mnie nie zachęcił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz