„Joanna Glogaza – wielbicielka mody, zagubiona w stosach ubrań z kolejnych
wyprzedaży, na które wydała dużo więcej niż powinna, powiedziała dość.
Zafundowała sobie modowy detoks, uporządkowała zawartość szaf i zrozumiała, że
wcale nie potrzebuje małej czarnej i trencza z listy "must have" –
dużo lepiej jej w grantowym, a trencz zamieniła na rasową ramoneskę.
Dziś prowadzi najbardziej znanego w Polsce bloga o slow fashion – styledigger.com. W książce przekonuje, że każdy ma swój niepowtarzalny styl, który powinien pielęgnować zamiast zakrywać go ciuchami-klonami wymienianymi zgodnie ze zmieniającymi się co sezon trendami. A kupując mniej można wyglądać dużo lepiej.”
Dziś prowadzi najbardziej znanego w Polsce bloga o slow fashion – styledigger.com. W książce przekonuje, że każdy ma swój niepowtarzalny styl, który powinien pielęgnować zamiast zakrywać go ciuchami-klonami wymienianymi zgodnie ze zmieniającymi się co sezon trendami. A kupując mniej można wyglądać dużo lepiej.”
Przeczytałam tę książkę kilka dni temu i muszę przyznać, że mam z nią
problem. W sensie, nie wiem czy potrafię ją ocenić i polecić – lub nie.
Z jednej strony, nie ukrywam, że zmotywowała mnie trochę przy układaniu
ciuchów w nowej szafie – jeden duży wór poszedł już do kontenera; myślę że na
dniach będzie kolejny (dojrzewam do decyzji haha). Z drugiej strony, nie
wszystkie założenia „slow fashion” mnie przekonują. Mam też poczucie zmarnowania
dwudziestu paru złotych, bo wszystko co zawarte jest w książce, można tak
naprawdę odnaleźć we wpisach na blogu autorki, http://styledigger.com;
mimo to, jako wierna fanka wszystkiego co wydane jest na papierze, miło mi
będzie mieć taką pozycję na półce.
Jakie założenia mi się spodobały?
Stawianie na jakość ubrań, a nie ich ilość (tylko jak to zrobić przy mojej
pracy? Serio, sweterki i bluzy za 200zł do przedszkola? Porządne jeansy? Nieee).
Rozsądne dobieranie dodatków (np. pozostawienie tylko złotych zdobień przy
ubraniach, torebkach, butach, zegarkach, kolczykach itp.) – tak proste, a tak
genialne. Pozbycie się bez sensu trzymanych rzeczy (np. pojedynczych skarpetek,
szuflady nienoszonych brązowych rajstop, bo przecież i tak noszę tylko czarne) –
zrobione. Podejście, że ubranie ma nam służyć, a nie wisieć i cieszyć oko – to co,
że coś było drogie, jest ulubione? – to noś, zużywaj, ciesz się ciuchem, a nie
na niego patrz! Niby brzmi jak banał, a ja tak bardzo to znam, mam takie ciuchy
które tylko wiszą i boję się je nosić, bo się zniszczą (hahaha). Chodzenie po
domu w ładnych ubraniach, a nie poplamionych podarciuchach (mój śmietnik się
zapełnił, a aktualnie siedzę w ulubionych kolorowych legginsach i nowym białym
topie – poplamię go zaraz kawą? No trudno, kupię nowy).
Jakie założenia mi się nie spodobały?
Zbytni minimalizm, założenie, że wystarczy mieć (załóżmy) 30 sztuk ubrań na
dany sezon i spokojnie z nimi funkcjonować. Kilka sztuk biżuterii, jedne
kozaki, jedne sandały – nie nie nie, to jednak nie dla mnie. Wypracowanie sobie
codziennego „uniformu”, wg którego się ubieramy (no kurcze nie, nuda, to nie
dla mnie). Pozbycie się ubrań, które nie pasują do naszego obecnego „życia” – u
mnie to by było: pracujesz z dziećmi w przedszkolu, wyrzuć eleganckie marynarki
i buty na obcasach – no nie, bo mam świadomość jakichś tam zmian w moim życiu,
wiem (wierzę) że niebawem będą mi potrzebne, mimo wszystko wolę je przetrzymać
na dnie szafy (skoro mam kilka wolnych, luźnych półek ;)), niech spokojnie
poczekają na swój wielki dzień. Tak samo z trzymaniem paru sztuk na np. czas
ciąży – no akurat w moim przypadku wolę je trzymać, a nie (wierzę w to mocno
;)) za pół roku robić wielki szoping tunik i legginsów ;)
Podsumowując, dużo spraw w książce Joasi Glogazy mnie zaciekawiło, spodobało
mi się. Podział na tkaniny i dzianiny (muszę zacząć zwracać na to uwagę!),
sposób z „pudełkiem mięczaka” (w sumie stosuję, bo takich „pudełek” mam pełno w
domu, czas się za nie zabrać i się ich pozbyć!)… Ale samo podejście „slow
fashion” to jednak JESZCZE nie dla mnie. Przyjmę do swojej mózgownicy niektóre
z założeń, myślę że z biegiem czasu sobie wypracuję pewne sprawy, ale takie
sto-procent-slow-fashion i minimalizm – to nie moja bajka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz