Marzena Żylińska - Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi

„"Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi" to książka, w której zostały zebrane wnioski płynące z neuronauk. Dzięki postępowi tych nauk możemy dziś zweryfikować stosowane w domach, w przedszkolach i szkołach metody nauczania. Neurobiolodzy obalają wiele wygodnych dla rodziców i nauczycieli mitów i pokazują, jak wiele zależy od nas, dorosłych. To my, tworząc określone środowisko, decydujemy o tym, czym będą zajmować się dzieci. Ich aktywność znajduje odzwierciedlenie w strukturze sieci neuronalnej, można nawet powiedzieć, że rzeźbi ich mózgi. Dlatego z wnioskami płynącymi z neuronauk powinni zapoznać się zarówno rodzice, nauczyciele, jak i studenci kierunków pedagogicznych, a także wszyscy, którzy chcą się dowiedzieć, jak lepiej wykorzystać potencjał dzieci. Jeśli szkoła ma być źródłem prawdy o świecie, sama nie może ignorować wiedzy o tym, jak przebiegają procesy uczenia się.”
Męczyłam tę książkę bardzo długo, ale obiecałam osobie, od której pożyczyłam, że przeczytam „od deski do deski” i wypowiem się, z punktu widzenia nauczyciela-praktyka ;-)
No więc w skrócie: książkę poleciłabym rodzicom dzieci (szczególnie przedszkolaków i w wieku wczesnoszkolnym), nie poleciłabym nauczycielom-praktykom, bo mogliby się zanudzić i zirytować (tak jak ja). Dlaczego?
Autorka książki chciała napisać (chyba) naukowy podręcznik, który byłby równocześnie jasny i zrozumiały dla „wczutych” w tematykę nauczania rodziców. Niestety, tak się nie da. W ten sposób mamy książkę, w której na przemian przeplatane są naukowe podrozdziały dotyczące np. budowy i funkcjonowania ludzkiego mózgu z podrozdziałami pseudonaukowego bełkotu i oczywistości dotyczących nauczania dzieci w wieku wczesnoszkolnym.
Koleżanka – mama pierwszoklasisty – jest zachwycona książką, jak i autorką. Ja i M. – nauczyciele-praktycy, świeżo po studiach – zdegustowani poziomem jeśli chodzi o naukowe sprawy, ale też znudzeni banałami powtarzanymi w prawie każdym rozdziale.
Sam pomysł Żylińska miała niezły, gorzej z jego realizacją.
PS. Do poczytania w necie: https://osswiata.pl/zylinska/

„"Neurodydaktyka. Nauczanie i uczenie się przyjazne mózgowi" to książka, w której zostały zebrane wnioski płynące z neuronauk. Dzięki postępowi tych nauk możemy dziś zweryfikować stosowane w domach, w przedszkolach i szkołach metody nauczania. Neurobiolodzy obalają wiele wygodnych dla rodziców i nauczycieli mitów i pokazują, jak wiele zależy od nas, dorosłych. To my, tworząc określone środowisko, decydujemy o tym, czym będą zajmować się dzieci. Ich aktywność znajduje odzwierciedlenie w strukturze sieci neuronalnej, można nawet powiedzieć, że rzeźbi ich mózgi. Dlatego z wnioskami płynącymi z neuronauk powinni zapoznać się zarówno rodzice, nauczyciele, jak i studenci kierunków pedagogicznych, a także wszyscy, którzy chcą się dowiedzieć, jak lepiej wykorzystać potencjał dzieci. Jeśli szkoła ma być źródłem prawdy o świecie, sama nie może ignorować wiedzy o tym, jak przebiegają procesy uczenia się.”
Męczyłam tę książkę bardzo długo, ale obiecałam osobie, od której pożyczyłam, że przeczytam „od deski do deski” i wypowiem się, z punktu widzenia nauczyciela-praktyka ;-)
No więc w skrócie: książkę poleciłabym rodzicom dzieci (szczególnie przedszkolaków i w wieku wczesnoszkolnym), nie poleciłabym nauczycielom-praktykom, bo mogliby się zanudzić i zirytować (tak jak ja). Dlaczego?
Autorka książki chciała napisać (chyba) naukowy podręcznik, który byłby równocześnie jasny i zrozumiały dla „wczutych” w tematykę nauczania rodziców. Niestety, tak się nie da. W ten sposób mamy książkę, w której na przemian przeplatane są naukowe podrozdziały dotyczące np. budowy i funkcjonowania ludzkiego mózgu z podrozdziałami pseudonaukowego bełkotu i oczywistości dotyczących nauczania dzieci w wieku wczesnoszkolnym.
Koleżanka – mama pierwszoklasisty – jest zachwycona książką, jak i autorką. Ja i M. – nauczyciele-praktycy, świeżo po studiach – zdegustowani poziomem jeśli chodzi o naukowe sprawy, ale też znudzeni banałami powtarzanymi w prawie każdym rozdziale.
Sam pomysł Żylińska miała niezły, gorzej z jego realizacją.
PS. Do poczytania w necie: https://osswiata.pl/zylinska/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz