wtorek, 5 lutego 2019

Londyn naszymi oczami, cz. 3

W sobotę zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i w drogę. Poszliśmy na lokalną „giełdę” – podobna do naszych czy niemieckich „flomarków”, 
 

M. kupił płyty (znowu ;), 3 za funta!), popatrzyliśmy na przepyszne jedzenie i pożałowaliśmy że jedliśmy śniadanie ;) i ruszyliśmy dalej.
 
Doszliśmy do Crystal Palace Park, gdzie się rozdzieliliśmy – Cecylia pojechała gdzieś tam, a my do parku. 




Stwierdziliśmy, że fajnie by było, aby Martynka też coś miała z tego wyjazdu. Park ogromny, ale naszym celem był plac zabaw ;)











Martynka się trochę wyszalała i spokojnie ruszyliśmy dalej w drogę, już na docelowy dworzec autobusowy, z którego miał nas zabrać autobus na lotnisko.



Tam kliknęliśmy nasze karty oyster aby otrzymać zwrot nadpłaconej gotówki i kaucji (świetna sprawa) i poszliśmy szukać fish&chips ;)



Bardzo dobre, ale bez szału hehe :) Później poszliśmy przez dwa centra handlowe – Martynka zaliczyła kolejny plac zabaw, a my się wkurzaliśmy, bo znaleźliśmy 3 poundlandy i primarka, a więc mogliśmy dopiero na koniec się obkupić a nie pół dnia chodzić z tobołami ;)




Był też sklep Victoria’s secret, którego szukałam cały wyjazd, ale już nie zdążyliśmy do niego wejść, no trudno, innym razem. Ok. 17 mieliśmy autobus na lotnisko, no i po 20 lot do Poznania. W Poznaniu 23.30 polskiego czasu, w domu byliśmy po 2. Ot i tyle :)


Londyn nas zachwycił. Ogromne miasto, długie dojazdy, milion kilometrów na nogach. Przepiękna architektura, najbardziej sympatyczni ludzie na świecie, miłe niespodzianki jeśli chodzi o finanse, bo po 1, wcale nie jest tak turbo drogo, po 2, jednak lepiej się przeliczało funty niż euro (euro zawsze zaokrąglamy x4, więc potem jest zonk, a funty x5, więc jest pozytywne zaskoczenie ;)).

W kolejnym wpisie wypiszę Wam koszty, bo to w sumie żadna tajemnica, a wiem że część z Was jest zainteresowana. Oczywiście, nie był to tani wyjazd, no ale jadąc za granicę trzeba się liczyć z wydatkami, jeśli się chce coś zobaczyć, zjeść, pojeździć komunikacją miejską. Tak czy siak, my jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, bo nie licząc zakupów w Primarku, wydaliśmy mniej niż zakładaliśmy. No a ciuchy kupilibyśmy też w PL, więc na jedno wychodzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz