W sobotę zjedliśmy śniadanie, spakowaliśmy się i w drogę.
Poszliśmy na lokalną „giełdę” – podobna do naszych czy niemieckich „flomarków”,
M. kupił płyty (znowu ;), 3 za funta!), popatrzyliśmy na
przepyszne jedzenie i pożałowaliśmy że jedliśmy śniadanie ;) i ruszyliśmy
dalej.

Doszliśmy do Crystal Palace Park, gdzie się rozdzieliliśmy –
Cecylia pojechała gdzieś tam, a my do parku.
Stwierdziliśmy, że fajnie by było, aby Martynka też coś miała
z tego wyjazdu. Park ogromny, ale naszym celem był plac zabaw ;)
Martynka się trochę wyszalała i spokojnie ruszyliśmy dalej w
drogę, już na docelowy dworzec autobusowy, z którego miał nas zabrać autobus na
lotnisko.
Tam kliknęliśmy nasze karty oyster aby otrzymać zwrot
nadpłaconej gotówki i kaucji (świetna sprawa) i poszliśmy szukać fish&chips
;)
Bardzo dobre, ale bez szału hehe :) Później poszliśmy przez
dwa centra handlowe – Martynka zaliczyła kolejny plac zabaw, a my się
wkurzaliśmy, bo znaleźliśmy 3 poundlandy i primarka, a więc mogliśmy dopiero na
koniec się obkupić a nie pół dnia chodzić z tobołami ;)
Był też sklep Victoria’s secret, którego szukałam cały
wyjazd, ale już nie zdążyliśmy do niego wejść, no trudno, innym razem. Ok. 17
mieliśmy autobus na lotnisko, no i po 20 lot do Poznania. W Poznaniu 23.30
polskiego czasu, w domu byliśmy po 2. Ot i tyle :)
Londyn nas zachwycił. Ogromne miasto, długie dojazdy, milion
kilometrów na nogach. Przepiękna architektura, najbardziej sympatyczni ludzie
na świecie, miłe niespodzianki jeśli chodzi o finanse, bo po 1, wcale nie jest
tak turbo drogo, po 2, jednak lepiej się przeliczało funty niż euro (euro
zawsze zaokrąglamy x4, więc potem jest zonk, a funty x5, więc jest pozytywne
zaskoczenie ;)).
W kolejnym wpisie wypiszę Wam koszty, bo to w sumie żadna
tajemnica, a wiem że część z Was jest zainteresowana. Oczywiście, nie był to
tani wyjazd, no ale jadąc za granicę trzeba się liczyć z wydatkami, jeśli się
chce coś zobaczyć, zjeść, pojeździć komunikacją miejską. Tak czy siak, my
jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, bo nie licząc zakupów w Primarku, wydaliśmy
mniej niż zakładaliśmy. No a ciuchy kupilibyśmy też w PL, więc na jedno
wychodzi.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz