4. Zygmunt Miłoszewski - Uwikłanie

"Teodora Szackiego, warszawskiego prokuratora, łatwo rozpoznać na miejscu zbrodni. Wysoki, szczupły, w zbyt dobrym jak na urzędnika garniturze, o młodej twarzy, z którą kontrastują zupełnie siwe włosy. Stoi trochę z boku, wściekły, że znów kogoś zamordowano po siedemnastej, dokonując zamachu na jego poukładane życie rodzinne lub – zależnie od dnia – przeszkadzając mu w nieudolnym flircie, który może to poukładane życie doszczętnie zburzyć.
"Teodora Szackiego, warszawskiego prokuratora, łatwo rozpoznać na miejscu zbrodni. Wysoki, szczupły, w zbyt dobrym jak na urzędnika garniturze, o młodej twarzy, z którą kontrastują zupełnie siwe włosy. Stoi trochę z boku, wściekły, że znów kogoś zamordowano po siedemnastej, dokonując zamachu na jego poukładane życie rodzinne lub – zależnie od dnia – przeszkadzając mu w nieudolnym flircie, który może to poukładane życie doszczętnie zburzyć.
W chłodną niedzielę 5 czerwca 2005 roku Szacki rozpoczyna nowe śledztwo. W klasztorze, w centrum miasta, zamordowano jednego z uczestników niekonwencjonalnej terapii grupowej, w czasie której pacjenci wcielali się w role swoich bliskich. Przypadkowe zabójstwo podczas włamania? Taka jest oficjalna wersja, gdyż Szackiemu trudno uwierzyć w hipotezę, że sprawcą zbrodni jest któryś z uczestników terapii. A jeśli tak, to dlaczego? Czy motywu należy szukać w nich samych, czy w osobach, które odgrywali podczas terapii? Każde przesłuchanie dostarcza informacji jeszcze bardziej wikłających sprawę. Prokurator ma nadzieję, że dokładne zbadanie przeszłości denata – osoby pozornie nieciekawej i bezbarwnej – pozwoli wykryć przyczynę zabójstwa i znaleźć sprawcę. Są jednak tajemnice, których nie odkrywa się bezkarnie – rodzinne tajemnice strzeżone przez siły potężniejsze niż rodzina."
Po książkę tę sięgnęłam już po obejrzeniu filmu o tym samym tytule (zazwyczaj wolę kolejność najpierw książka, później film). W filmie podobała mi się cała historia, "zagadka kryminalna", gorzej z "pokazaniem" tej historii (zbędny romans między filmową SzackĄ a pomagającym jej w śledztwie policjantem). Książka podobała mi się o wiele bardziej. Zaskakujący, wciągający przebieg akcji, dobrze nakreślona historia i bohaterzy.
5. Zygmunt Miłoszewski - Ziarno prawdy

"Jest lodowata wiosna roku 2009. Prokurator Teodor Szacki nie pracuje już w Warszawie, pożegnał się z przeszłością i karierą, by zamieszkać w sielankowym Sandomierzu. Gdzie miał zacząć nowe wspaniałe życie, a został samotnym i budzącym nieufność obcym.
"Jest lodowata wiosna roku 2009. Prokurator Teodor Szacki nie pracuje już w Warszawie, pożegnał się z przeszłością i karierą, by zamieszkać w sielankowym Sandomierzu. Gdzie miał zacząć nowe wspaniałe życie, a został samotnym i budzącym nieufność obcym.
Tuż po Wielkanocy pod murami starej synagogi zostają znalezione zwłoki powszechnie lubianej działaczki społecznej o nieskazitelnej reputacji. W nieprzyjaznej rzeczywistości Szacki dostaje śledztwo tylko dlatego, że jako jedyny nie jest powiązany z denatką. Szybko dowiaduje się, że małe miasto może mieć wielkie tajemnice. Powracają dawne winy i zbrodnie, w XXI wieku odżywają antysemickie przesądy i legenda o krwi; histeria i psychoza skutecznie ryglują wszystkie drzwi i usta.
Wśród zagadek i kłamstw prokurator próbuje odnaleźć ziarno prawdy."
Z "Trylogii kryminalnej" Miłoszewskiego tę pozycję uważam za najlepszą. Mamy ciekawy temat, który jest bardzo rozbudowany przez autora. Bardzo dobre opisy, nie ukrywam że kilka razy zrobiło mi się niedobrze w trakcie czytania. Zaskakujące rozwiązanie. Lubię to.
6. Zygmunt Miłoszewski - Gniew

""Wyobraźcie sobie dziecko, które musi się chować przed tymi, których kocha" – pierwsze zdanie nowej powieści Zygmunta Miłoszewskiego mogłoby być jej mottem. Tą najbardziej mroczną i duszną ze swoich powieści autor zamyka trylogię o prokuratorze Teodorze Szackim, który po kolejnej życiowej rewolucji przeprowadził się do Olsztyna, aby w najtrudniejszym w karierze śledztwie zmierzyć się z problemem przemocy domowej.
""Wyobraźcie sobie dziecko, które musi się chować przed tymi, których kocha" – pierwsze zdanie nowej powieści Zygmunta Miłoszewskiego mogłoby być jej mottem. Tą najbardziej mroczną i duszną ze swoich powieści autor zamyka trylogię o prokuratorze Teodorze Szackim, który po kolejnej życiowej rewolucji przeprowadził się do Olsztyna, aby w najtrudniejszym w karierze śledztwie zmierzyć się z problemem przemocy domowej.
Cztery lata po wydarzeniach z "Ziarna prawdy", Szacki mieszka w Olsztynie, gdzie w końcu odnalazł swoje miejsce na ziemi. Paskudna jesienna pogoda i trudne relacje między nową partnerką i dorastającą córką zajmują go bardziej niż kolejne błahe śledztwa. Do czasu. 25 listopada 2013 prokurator Teodor Szacki zostaje wezwany do zrujnowanego bunkra koło poniemieckiego szpitala miejskiego. W czasie robót drogowych odnaleziono tam stary szkielet. Szacki bezrefleksyjnie "odfajkowuje Niemca", jak się tutaj nazywa wojenne szczątki, i każe przekazać je uczelni medycznej, gdzie wiecznie brakuje eksponatów do celów dydaktycznych. Nie przypuszcza, że to, co wydawało się końcem rutynowej procedury, jest początkiem najtrudniejszej sprawy w jego prokuratorskiej karierze. Sprawy, która pozbawi go prawniczego dystansu, zmusi do wyborów ostatecznych i okaże się ostatnim dochodzeniem prokuratora Teodora Szackiego.
Prokuratorzy i policjanci nie lubią przemocy domowej. Wolą "prawdziwe" przestępstwa, jak morderstwa albo kradzieże, w których od początku wszystko jest jasne, a jedyny problem to ustalenie sprawcy. Panujący w czterech ścianach domowy terror określają pogardliwie mianem "rękówek" lub "znęt". Nie lubią tych spraw, gdzie w sądzie jest słowo przeciwko słowu. Nie lubią ofiar przemocy z dnia na dzień odwołujących zeznania. Nie lubią małoletnich świadków. Tych wszystkich łez i histerii. Ofiary morderstw nie zawracają tak głowy. Prokurator Teodor Szacki nie różni się od swoich kolegów po fachu. Ale na przełomie listopada i grudnia 2013 roku zmieni nie tylko swoje poglądy, ale i całe swoje życie.
"Gniew" to kryminał, w którym tłem do zagadki kryminalnej jest ważny problem społeczny i wnikliwy (a dzięki ironicznemu stylowi Miłoszewskiego tyleż wnikliwy, co zgryźliwy) portret Polski, ukazany przez pryzmat kolejnego miasta w naszym kraju. W tym wypadku czerwonego od pruskiej cegły Olsztyna.
Trzymając się zasad gatunku, autor zmienia reguły gry z czytelnikiem i sprawia, że zamiast zastanawiać się, kto zabił, próbujemy zgadnąć, kto i dlaczego został zabity."
Znowu mamy ciekawy temat, ale moim zdaniem Miłoszewski trochę za bardzo w tej książce "popłynął", za dużo namotał, tak jakby nie miał pomysłu jak poprowadzić całą historię, tak jakby za bardzo chciał całość ubarwić, pisał na siłę. No i zakończenie... rozczarowało mnie bardzo, pozostawiło taki niesmak - słabe zakończenie po niezłej książce. Mimo to, na pewno polecam.
Podsumowując, Miłoszewski mi się spodobał, ale mam jakieś "ale", coś mi w jego książkach nie pasuje, w każdej do czegoś mogę się przyczepić. Mimo to, daję kolejną szansę, bo uważam że warto. Lecą już do mnie "Domofon" (raczej zostawię na czas po ciąży, chyba że mi zaraz napiszecie że dam radę "w" ;)) i "Bezcenny" (trafiłam przypadkiem na allegro, nie słyszałam wcześniej o tej książce, ale na biblionetce ma niezłe oceny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz