„Ukończyła szkołę wdzięku z najlepszym wynikiem, umie złożyć ozdobną
serwetkę na ponad czterdzieści osiem sposobów, potrafi też z wdziękiem wejść do
pokoju i z gracją z niego wyjść, ale całe to wyrafinowanie nie na wiele jej się
zda w obecnej sytuacji. Od pięciu lat, od czasu śmierci legendarnej Hazel
Whisenknott, założycielki i motoru napędowego Red Mountain Realty, interesy
kuleją coraz bardziej, a przyszłość wcale nie wygląda różowo.
Kiedy sytuacja wydaje się naprawdę beznadziejna, Maggie wpada na znakomity
pomysł, jak temu zaradzić. Kiedy zaczyna ten plan realizować, poznajemy
otaczające ją barwne postacie. Zdaniem Brendy Peoples, jej najlepszej
przyjaciółki i współpracowniczki, Maggie prowadzi beztroskie życie: jest
szczupła, nie musi się martwić o figurę ani przejmować tym, że opiekun z
programu odchudzającego przyłapie ją w ciastkarni. Ethel Clipp, wiekowa,
gderliwa i fioletowowłosa sekretarka Red Mountain Realty, wysoko ceni Maggie,
natomiast szczerze nie znosi niejakiej Babs Bingington, zwanej "Bestią z
Birmingham" – pozbawionej skrupułów właścicielki konkurencyjnej agencji,
która wprost nienawidzi Maggie i za wszelką cenę chciałaby ją wygryźć z branży.
Przeszłość Miss Alabamy skrywa rozdzierające serce tajemnice, ale dziwnym
zbiegiem okoliczności Maggie odkrywa, że praktycznie każdy wokół niej, żywy czy
martwy, ma swoje sekrety.
"Wciąż o tobie śnię" to cudowna książka, na którą składają się – w
równych proporcjach – urok amerykańskiego Południa, opowieść kryminalna i to
charakterystyczne połączenie komizmu i staroświeckiej mądrości, jakiego
oczekujemy po jedynej i niepowtarzalnej Fannie Flagg.”
Stara, dobra Fannie Flagg ;-) I jak zawsze u niej sielskość wypływająca z
każdej strony. Choć muszę przyznać, że akurat tę pozycję trochę męczyłam,
nużyła mnie bardzo – tak mniej więcej do połowy, z racji tego że w opisywanej
historii było bardzo mało akcji, za to bardzo dużo odniesień do przeszłości. Nie
da się ukryć, że autorka ciut zraziła mnie do siebie tą pozycją, no ale wiem że
taki ma styl. Być może w złym momencie trafiłam na tę książkę.
Niemniej jednak zakończenie napawa optymizmem, generalnie można było je
przewidzieć – stąd też problem z nużącą treścią powieści. Książka idealna na
życiowy dołek, podbudowuje, daje nadzieję, wywołuje uśmiech na twarzy.
Izabela Sowa - Herbatniki z jagodami
„Bohaterka powieści zamykającej owocową trylogię Izabeli Sowy przekroczyła
już trzydziestkę. Jest pracowniczką ogromnej międzynarodowej FIRMY, kochającej
tylko samice i samców alfa (czyli bezwzględne, agresywne wyścigowce).
Jagoda nie ma żadnej z wymienionych cech, toteż marzy jej się dotrwanie do
emerytury w roli jednego z tysięcy trybików korporacyjnej machiny W kraju, w
którym kobiety z dwoma fakultetami i znajomością trzech języków uważa się za
przeedukowane (czytaj niepotrzebne), nie można przecież pozwolić sobie na
grymasy. Jagoda traci jednak swoje miejsce przy biurku oddzielonym od innych
plastikową ścianką. Postanawia wyjechać do rodzinnego miasteczka. Klęska?
Niekoniecznie. Życie na prowincji może być bardziej ekscytujące niż w dużym
mieście. Ostatecznie wszystko bowiem zależy od ludzi.”
Lubię styl tej autorki, genialnie opisuje polską rzeczywistość, z humorem. Książka
lekka i przyjemna, idealna na wieczorne chwile, dla odstresowania po pracy. Idealnie
ujmuje to, co naprawdę powinno być ważne w życiu.
Generalnie obie książki raczej polecam, lekkie i przyjemne lektury. Nie są
to powieści, które będzie się czytać z zapartym tchem, zarywając noce, ale mają
w sobie to „coś”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz