niedziela, 2 marca 2014

Coś o książkach

Meg Cabot - Zabójstwo z lekką nadwagą

„Sympatyczna bohaterka "Zbrodni w rozmiarze XL" i "Śledztwa numer XXL" znów w uczuciowo-kryminalnych tarapatach.
Heather Wells, była gwiazda pop, zastępczyni kierownika akademika i, w razie potrzeby, detektyw-amator, czuje się szczęśliwa: chodzi przecież z nieziemsko przystojnym wykładowcą matematyki. Jest on co prawda fanem zdrowego trybu życia i nie traci wiary, że jego dziewczyna z radością przyłączy się do porannego joggingu. Mimo to jest po prostu wspaniale, przynajmniej do chwili, kiedy Heather znajduje ciało szefa w jego gabinecie...”


Dno jakich mało :D Nie czytałam poprzednich książek z serii, ale nie stanowiło to problemu, nie miałam kłopotów z „odnalezieniem się” w historii. Historii, która moim zdaniem była straszliwie płytka i żałosna. Ot takie czytadło dla nastolatek na jedno popołudnie. Nie wiem co mnie w ogóle podkusiło żeby sięgnąć po tę książkę. Od jakiegoś czasu ciągle sobie powtarzam, że nie będę tracić czasu na takie czytadełka, mając o wiele ciekawsze pozycje do przeczytania, ale jak widać, nadal czasami ulegam. Nieeee polecam.

Jostein Gaarder - Świat Zofii

„Główną bohaterką jest Zofia Amundsen. Jest czternastoletnią dziewczynką, mieszkającą w Norwegii. Jej najbliższą przyjaciółką jest Jorunn. Zofia prowadzi zwyczajne życie aż do momentu, gdy niespodziewanie zaczyna otrzymywać listy zagłębiające ją w tajniki historii filozofii. Poza tym w tajemniczy sposób dostarczane są jej kartki z życzeniami urodzinowymi i listy adresowane do niejakiej Hildy (zarówno Zofia, jak i Hilda obchodzą urodziny tego samego dnia). Po kilku korespondencyjnych lekcjach filozofii dziewczyna osobiście poznaje swojego nauczyciela – Alberto Knoxa, który w bardzo oryginalny sposób wprowadza ją w coraz bardziej zaawansowaną filozofię, oddając przy tym ducha epoki i obrazując sposób rozumowania poszczególnych myślicieli…”

Przedziwna książka. Skończyłam ją czytać dziś w nocy i sama nie wiem co mam myśleć. Na pewno nie jest to pozycja dla wszystkich, bo jeśli kogoś kompletnie nie interesuje filozofia, nie sądzę żeby dał radę przebrnąć przez te kilkaset stron. Z drugiej strony, cały kurs filozofii jest napisany dość prostym językiem, żeby nie powiedzieć – infantylnym, i mam wrażenie, że autor miał na celu trafienie powieścią właśnie do osób zrażonych filozofią. Nie ukrywam, że nawet ja, umysł mocno humanistyczny, mająca na studiach filozofię, trochę „filozoficznych” stron ominęłam, bo w pewnym momencie zwyczajnie poczułam przesyt. „Świat Zofii” nie jest raczej książką do czytania przed snem, po kilkadziesiąt stron na jeden raz. Moim zdaniem, lepiej byłoby czytać po rozdziale, raz na kilka dni, tak aby mieć czas na przemyślenie i przyswojenie kolejnych treści.
Zakończenie? Nie do końca dla mnie zrozumiałe. No ale filozofia nigdy nie była moją mocną stroną :) I mimo moich mieszanych odczuć po przeczytaniu powieści, polecam ją każdemu. Warto przynajmniej spróbować się z nią zapoznać, bo to na pewno nikomu nie zaszkodzi, a może akurat pomoże w zrozumieniu filozoficznych zawiłości.

Btw, aż do tej pory myślałam, że autorem "Świata Zofii" jest kobieta :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz