czwartek, 9 lutego 2017

Coś o książkach

Postanowiłam sobie, że w tym roku będę czytać czytać czytać - książki ;) I że przeczytam te minimum 52 pozycje, mniej więcej jedną na tydzień. Na razie całkiem nieźle mi idzie :) Tyle że mam świadomość że muszę teraz "gonić", bo od września ilość mojego czasu się bardzo znacznie zmniejszy.
W regularnym czytaniu pomaga mi mój habit tracker w bujo, gdzie zaznaczam ile danego dnia (a w zasadzie wieczoru) czytałam. Żeby zakolorować okienko na zielono, mam czytać min. 30 minut. I faktycznie prawie codziennie przynajmniej tyle czytam; wyjątkiem są takie dni gdy np gdzieś wyjeżdżaliśmy i wieczorem padałam, albo gdy Martynka miała gorszy wieczór i trzeba było Ją tulić.
Tak czy siak, za mną 6 książek w 2017 roku, jest dobrze ;)

1. Betty MacDonald - Jajko i ja

„Kury są przeraźliwie głupie. Każde inne stworzenie, karmione 365 dni w roku, będzie umiało cię poznać, a może nawet pokocha. Ale nie kura! Gdy tylko otwierałam drzwi kurnika, rozlegało się przerażone KO-KO-KO-KO! i wszystkie głuptaki zaczynały biegać, fruwać wokoło i kłębić się jedna przez drugą.
Zastanawiałam się nieraz, jak reagują na to żony innych farmerów. Czy moje wychowanie utrudnia mi zżycie się z kurami we właściwy sposób, czy też jakaś olbrzymia przepaść dzieli kobietę od kury?
"Gdyby jajko miało sześcianu kontury, żywot kury byłby ponury" - stwierdził Hemar, a Tuwim nadał tej prawdzie kształt ostateczny: "Gdyby jajko miało inną formę, życie kury byłoby potworne". Wniosek: jajko plus kura to literatura.
Naprawdę jednak potworne jest życie na kurzej fermie. To właśnie odkryła Betty MacDonald, pisząc o jajku i sobie. Zgroza ta wiąże się z faktem, że wkrótce już nie wiadomo, gdzie kończy się "jajko", a zaczyna "ja".”


Książkę tę dostałam w akcji Biblionetkołaj na biblionetka.pl – gdyby nie to, podejrzewam że nigdy bym na nią nie trafiła. Nie wiem też jakim cudem wylądowała w moich „poszukiwanych” na biblionetce, no ale mniejsza o to, dobrze się stało ;)
Książka ma jeden minus – została napisana bodajże w latach 40. XX wieku, a więc słownictwo i styl pisania jest jaki jest. Powieść czyta się dość ciężko i wolno, no ale – warto. Pełna humoru, ciekawostek, opisów pięknej przyrody. Podobała mi się i cieszę że do mnie trafiła.

2. Jojo Moyes - Zanim się pojawiłeś

„Jest wiele rzeczy, które wie Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę, ani tego, że przy zdrowych zmysłach trzyma ją wyłącznie wiedza o tym, co się wydarzy.
Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje raz na zawsze.”


Głośna książka, na której podstawie powstał film (i już wiem że raczej nie chcę go oglądać ;)). W sumie trochę harlequin, ale nie do końca – z racji tego jak rozwinie się sytuacja. Spodobało mi się „ugryzienie” tematu eutanazji – pokazanie że nie jest to „problem” tylko starszych, schorowanych ludzi.
Książkę przeczytałam w 3 wieczory, z czego 2 przepłakałam haha. Bardzo polubiłam Willa, bardzo znielubiłam Lou, irytowała mnie. Myślę że sięgnę po kolejną część w niedalekiej przyszłości, bo czuję że warto.

3. Zygmunt Miłoszewski - Bezcenny

„1945. Niemcy przegrywają wojnę, każdy myśli tylko o sobie. Generalny Gubernator Hans Frank ukrywa najcenniejsze łupy, a wraz z nimi bezcenny sekret, który ma zapewnić mu nietykalność po wojnie. Skarb ginie bez śladu w tajemniczych okolicznościach.
1946. Do Polski powracają zrabowane dzieła sztuki z "Damą z gronostajem" Leonarda da Vinci na czele. Brakuje "Portretu młodzieńca" Rafaela Santi, który od tej pory pozostaje najcenniejszym zaginionym na świecie dziełem sztuki i symbolem grabieży dokonanych w czasie II Wojny Światowej. W Muzeum Czartoryskich w Krakowie od ponad sześćdziesięciu lat na Rafaela czeka pusta rama.
Współcześnie. Doktor Zofia Lorentz, historyk sztuki i urzędniczka Ministerstwa Spraw Zagranicznych, próbująca sprawić, aby do Polski wróciło choć kilka z ponad 60 000 zaginionych dzieł, zostaje wezwana do kancelarii premiera. Sprawa jest pilna i ściśle tajna. Arcydzieło Rafaela zostało w końcu namierzone, a ona musi odzyskać je dla Polski. Legalna droga nie wchodzi w grę. Jedynym możliwym sposobem jest kradzież. Zofia podejmuje się zadania. Do jej zespołu dołączają cyniczny młody marszand, świeżo emerytowany oficer służb specjalnych i legendarna szwedzka złodziejka, specjalnie w tym celu wyciągnięta z więzienia.”


To piąta książka Miłoszewskiego którą przeczytałam, i wreszcie nie czuję niedosytu i rozczarowania po lekturze. Powieść podobała mi się od początku do końca. Strasznie mnie wciągnęła. I chcę na Kalatówki! ;)
Teraz czyta M. i też zachwycony i podjarany całą historią; ciągle googluje obrazy, wydarzenia historyczne, postacie.
Bardzo na plus!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz