Henning Mankell - Fałszywy trop

Cecelia Ahern - Podarunek

„Skania, sielski zakątek Szwecji, upalne lato 1994, za pasem mistrzostwa
świata w piłce nożnej. Na polu rzepaku dokonuje samospalenia młoda
cudzoziemka, dzień później od ciosu siekierą w kręgosłup ginie były
minister sprawiedliwości. Morderca zabiera ze sobą skalp ofiary. Co
łączyło dziewczynę i byłego ministra z kolejnymi ofiarami: znanym
handlarzem sztuki oraz podrzędnym paserem?
Inspektor ystadzkiej policji, Kurt Wallander, musi rozwikłać zagadkę
pierwszego od wielu lat seryjnego mordercy. Mimo licznych problemów i
presji mediów, nie podda się, choć niemal do końca śledztwo idzie w złym
kierunku. Czytelnik bardzo szybko poznaje mordercę, wie, kim on jest,
może śledzić jego myśli i poczynania. Zagadka polega więc na tym, co się
zdarzy i w którym momencie policja wpadnie na jego trop.”
To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i szczerze mówiąc, mam mocno
mieszane uczucia... Cała historia bardzo dobra i dobrze opowiedziana,
ale w momencie, w którym domyśliłam się, kto jest mordercą (co
oczywiście tradycyjnie od razu musiałam sprawdzić na końcu :P), cała
aura i tajemniczość opadły. Zostało tylko obrzydzenie, bo Mankell moim
zdaniem jest zbyt dosłowny w opisach niektórych spraw. Nie lubię czytać
książki przed snem i potem śnić o trupach i na podstawie zbyt dokładnych
opisów wyobrażać sobie ich realistyczny wygląd... Niemniej jednak myślę
że jeszcze kiedyś skuszę się na jakąś powieść tego autora.
Cecelia Ahern - Podarunek

"Lou, biznesmen, mąż i ojciec dwojga małych dzieci, żyje głównie pracą.
Zaniedbuje rodzinę i wciąż ma tyle obowiązków, że najchętniej
przebywałby w dwóch miejscach jednocześnie. Na kilka tygodni przed Bożym
Narodzeniem spotyka tajemniczego żebraka, Gabe'a, którego postanawia
zatrudnić w swojej firmie. Wkrótce Lou odkrywa, że Gabe posiada
umiejętność... bycia w dwóch miejscach jednocześnie! Czy to faktycznie
możliwe? Sympatyczna powieść o tym, co w życiu naprawdę najważniejsze."
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak wyłam kończąc jakąś książkę (chyba lata
temu przy "S@motności w sieci"). Mimo że tradycyjnie, jak to ja,
zajrzałam na zakończenie książki x stron wcześniej i wiedziałam, że
happy end'u to tu nie będzie, ryczałam przez ostatnie 30-40 stron.
Ahern potrafi wycisnąć z człowieka ostatnie łzy, ale też potrafi
wstrząsnąć i zmusić do przemyśleń o tym, co jest naprawdę w życiu ważne
(nie, nie pieniądze). Miałam nadzieję na lekką, grudniową,
przedświąteczną książkę, i się rozczarowałam. W zamian za to dostałam
naprawdę dobrze opowiedzianą historię, zmuszającą do głębszej refleksji.
Polecam mocno, ale chyba lepiej czytać za dnia. Kończąc w środku nocy
(jak ja) rano macie zapuchnięte oczy gwarantowane ;)
Hej, wspomniałam o mieszankach, bo u kogoś kiedyś widziałam świetny przepis, który był bardzo dobry...i niestety już zapomniany. Obstawiałam Twojego bloga, bo kilka razy coś z niego podkradałam, ale niestety zły trop.
OdpowiedzUsuńChodziło mi mniej więcej o coś takiego: http://somethingturquoise.com/2013/09/27/diy-instant-mocha-mix-recipe/ tylko mniej wypasione, za to smaczniejsze. To, co znalazłam w internecie jest zbyt słodkie, i dość szybko się nudzi. No nic, będę szukać dalej :)
łooo widzę mistrzostwo świata! :D
Usuńjak znajdziesz TEN przepis, proszę o linka!