poniedziałek, 30 grudnia 2013

Coś o książkach

Henning Mankell - Fałszywy trop

„Skania, sielski zakątek Szwecji, upalne lato 1994, za pasem mistrzostwa świata w piłce nożnej. Na polu rzepaku dokonuje samospalenia młoda cudzoziemka, dzień później od ciosu siekierą w kręgosłup ginie były minister sprawiedliwości. Morderca zabiera ze sobą skalp ofiary. Co łączyło dziewczynę i byłego ministra z kolejnymi ofiarami: znanym handlarzem sztuki oraz podrzędnym paserem?
Inspektor ystadzkiej policji, Kurt Wallander, musi rozwikłać zagadkę pierwszego od wielu lat seryjnego mordercy. Mimo licznych problemów i presji mediów, nie podda się, choć niemal do końca śledztwo idzie w złym kierunku. Czytelnik bardzo szybko poznaje mordercę, wie, kim on jest, może śledzić jego myśli i poczynania. Zagadka polega więc na tym, co się zdarzy i w którym momencie policja wpadnie na jego trop.”

To moje pierwsze spotkanie z tym autorem i szczerze mówiąc, mam mocno mieszane uczucia... Cała historia bardzo dobra i dobrze opowiedziana, ale w momencie, w którym domyśliłam się, kto jest mordercą (co oczywiście tradycyjnie od razu musiałam sprawdzić na końcu :P), cała aura i tajemniczość opadły. Zostało tylko obrzydzenie, bo Mankell moim zdaniem jest zbyt dosłowny w opisach niektórych spraw. Nie lubię czytać książki przed snem i potem śnić o trupach i na podstawie zbyt dokładnych opisów wyobrażać sobie ich realistyczny wygląd... Niemniej jednak myślę że jeszcze kiedyś skuszę się na jakąś powieść tego autora.

Cecelia Ahern - Podarunek

"Lou, biznesmen, mąż i ojciec dwojga małych dzieci, żyje głównie pracą. Zaniedbuje rodzinę i wciąż ma tyle obowiązków, że najchętniej przebywałby w dwóch miejscach jednocześnie. Na kilka tygodni przed Bożym Narodzeniem spotyka tajemniczego żebraka, Gabe'a, którego postanawia zatrudnić w swojej firmie. Wkrótce Lou odkrywa, że Gabe posiada umiejętność... bycia w dwóch miejscach jednocześnie! Czy to faktycznie możliwe? Sympatyczna powieść o tym, co w życiu naprawdę najważniejsze."

Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak wyłam kończąc jakąś książkę (chyba lata temu przy "S@motności w sieci"). Mimo że tradycyjnie, jak to ja, zajrzałam na zakończenie książki x stron wcześniej i wiedziałam, że happy end'u to tu nie będzie, ryczałam przez ostatnie 30-40 stron.
Ahern potrafi wycisnąć z człowieka ostatnie łzy, ale też potrafi wstrząsnąć i zmusić do przemyśleń o tym, co jest naprawdę w życiu ważne (nie, nie pieniądze). Miałam nadzieję na lekką, grudniową, przedświąteczną książkę, i się rozczarowałam. W zamian za to dostałam naprawdę dobrze opowiedzianą historię, zmuszającą do głębszej refleksji. Polecam mocno, ale chyba lepiej czytać za dnia. Kończąc w środku nocy (jak ja) rano macie zapuchnięte oczy gwarantowane ;)

2 komentarze:

  1. Hej, wspomniałam o mieszankach, bo u kogoś kiedyś widziałam świetny przepis, który był bardzo dobry...i niestety już zapomniany. Obstawiałam Twojego bloga, bo kilka razy coś z niego podkradałam, ale niestety zły trop.
    Chodziło mi mniej więcej o coś takiego: http://somethingturquoise.com/2013/09/27/diy-instant-mocha-mix-recipe/ tylko mniej wypasione, za to smaczniejsze. To, co znalazłam w internecie jest zbyt słodkie, i dość szybko się nudzi. No nic, będę szukać dalej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łooo widzę mistrzostwo świata! :D
      jak znajdziesz TEN przepis, proszę o linka!

      Usuń