piątek, 18 kwietnia 2014

Coś o książkach

Mariella Righini - Cappuccino

„Bezpruderyjny obraz życia dzisiejszych paryżanek.
W "Cappuccino" można wypić niezrównane frappuccino i najlepsze w Paryżu espresso ristrettissimo. W każdy piątek w tej kawiarni spotykają się cztery dojrzałe kobiety ("w wieku 40+VAT"), by zwierzać się ze swych sukcesów i porażek zawodowych i miłosnych.
Sylvana, pianistka, właśnie przeżywa gorący romans z nubijskim dyplomatą; Ilona, Ukrainka, lektorka języka rosyjskiego, idealna matka, szuka mężczyzny, który by jej zapewnił dostatni byt; Lily, rzeczniczka prasowa wielkiego domu mody, kolekcjonuje miłostki, aby zwalczyć w sobie dziką zazdrość o męża; wreszcie Diane, aktorka i scenarzystka, łączy sprawy zawodowe i sercowe z daleką Brazylią, która od lat ją fascynuje.
Niemym świadkiem barwnych, nieraz szokująco szczerych zwierzeń paryżanek jest barman, młody Włoch, student Akademii Sztuk Pięknych. Stojąc za barem, tuż pod antresolą, gdzie przesiadują frapujące go klientki, wysłuchuje ich opowieści, zdobywa niecodzienną edukację i poznaje życie współczesnych, dojrzałych i wyzwolonych kobiet. Marzy jednak o tradycyjnej rodzinie u boku swej cnotliwej narzeczonej.
Atmosferę tej współczesnej paryskiej opowieści przenika woń świeżo parzonej kawy.”

Matko, co za beznadziejna książka! Nawet nie chce mi się nic więcej o niej pisać. Już sam opis tak naprawdę powinien zniechęcić. Bo w książce… nie dzieje się nic. Każdy kolejny podrozdział to kolejna podsłuchana przez baristę rozmowa czterech koleżanek, rozmowa o seksie i niczym więcej tak naprawdę. Do tego dialogi są tak sztuczne, beznadziejne i poszarpane, że czasem ciężko było cokolwiek zrozumieć. A teraz najlepsze – w książce tak naprawdę nie ma żadnego głównego wątku, czegoś co by prowadziło do rozwiązania, zakończenia. Historia się po prostu urywa w pewnym momencie, tak jakby autorka nie wiedziała jak zakończyć to, w co zabrnęła. Równie dobrze finał mógłby być 100 stron wcześniej lub po kolejnych bezsensownie dopisanych 100 stronach. Tragedia.

Jodi Picoult - Czarownice z Salem Falls

„Jack St. Bride, nauczyciel w prywatnej szkole dla dziewcząt, nie ma innego wyjścia – musi całkowicie zerwać ze swoim dawnym życiem, które legło gruzach z powodu zakochanej w nim uczennicy. Szukając miejsca, w którym mógłby się ukryć i pogrzebać przeszłość, trafia do sennego miasteczka Salem Falls w Nowej Anglii. Powrót do nauczania nie wchodzi w grę, zostaje więc pomywaczem w małej restauracji należącej do Addie Peabody.
Wkrótce między właścicielką a skromnym, bezpretensjonalnym Jackiem rodzi się uczucie. Niestety, w sielskim miasteczku mieszka też czwórka skrywających mroczne tajemnice nastolatek, które obierają sobie Jacka za cel niecnych knowań. Rozpętuje się współczesne polowanie na czarownice i Jack po raz kolejny musi walczyć z wymiarem sprawiedliwości oraz z uprzedzeniami.”


Picoult należy do grona moich ulubionych autorek, więc to nie będzie nic zaskakującego, jeśli napiszę, że i ta książka bardzo mi się spodobała. Czytałam ją z zapartym tchem, nie raz śmiejąc się i płacząc, lub rzucając pod nosem przekleństwami ze złości. Cała historia trafiła do mnie tym bardziej, że pomyślałam o głównym bohaterze przez pryzmat mojego życia. Mój Mąż jest nauczycielem, pracuje m. in. w gimnazjum i pomyślałam, co by było, gdyby to On został tak niesłusznie oskarżony. Wiadomo, nasza sytuacja jest inna niż głównego bohatera powieści, ale jednak…
Bardzo polecam tę książkę, skłania do głębszych przemyśleń, a dodatkowo pokazuje historię pięknej dojrzałej miłości.
Oczywiście, widzę też minusy w powieści (przede wszystkim słabe tłumaczenie i nieścisłości z tego wynikające), ale Picoult po raz kolejny tak świetnie naszkicowała historię i wszystkich głównych bohaterów, że drobne „wady” powieści nie mają dla mnie znaczenia.
Znalazłam przed chwilą film na youtube, nakręcony na podstawie tej książki i zamierzam go na dniach obejrzeć i porównać. Na razie widzę że aktorzy odgrywający role Jacka i Addie idealnie pasują do moich wyobrażeń o wyglądzie zewnętrznym tych bohaterów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz